List Otwarty do „niezależnych” weryfikatorów informacji

W PRL istniał Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, który cenzurował wszelkie treści publiczne. To prowadziło do tego, że artyści, pisarze i dziennikarze stosowali wobec siebie autocenzurę lub starali się ukryć przekaz pod „zaszyfrowaną” treścią.

Dziś na Facebooku i w mediach głównego nurtu jest podobnie. Ktoś z opozycji wobec rządu pisze tekst, który jest niewygodny dla władzy. Za jakiś czas pod postem pojawia się ogłoszenie, że informacja jest fałszywa i została zweryfikowana przez niezależnych weryfikatorów informacji. Takim restrykcjom podlegają nawet takie sprawy jak film, gdzie ratownicy medyczni potraktowali testery na wirusa sokiem Tymbark.

To wygląda tak, że jak ktoś napisze tekst „niebo jest niebieskie” to weryfikator opatrzy to tekstem „tekst zawiera fałszywą informację, niebo nie jest tylko niebieskie, w nocy jest czarne, gdy jest zachmurzone jest szare, czerwone w czasie zachodu słońca, a w czasie zorzy polarnej nawet zielone. Tekst wprowadza czytelnika w błąd i jest nieprawdziwą informacją”.

Czyż nie jest tak?

Kiedyś cenzor teraz weryfikator. Dziwnym trafem owi „niezależni weryfikatorzy” nigdy nie opatrzą komentarzem informacji rządowych, gdzie w prawie co każdej konferencji prasowej premier i ministrowie kłamią i manipulują faktami. A już nikt nie bierze się za największego producenta fałszywych informacji czyli TVP INFO i media publiczne. Idea jest taka – tych nie ruszamy – niszczymy tylko opozycyjne strony. To już naprawdę nawet nie ukrywa się z prorządowym działaniem.

„Niezależni” weryfikatorzy informacji to pieski rządu – cenzorzy ze zmienioną nazwą. Historia znowu zatoczyła koło. Znowu trzeba oszukiwać cenzurę.

Autor: Przemysław Popielec